W zasadzie to byłam przekonana, że będzie brunetką, z burzą mocnych, gęstych włosów (po tatusiu), które od małego będę zaplatać w grube warkocze.  Z kolorem nie trafiłam, burza też jeszcze przed nami.  Przez ponad rok trwała raczej cisza przed burzą 🙂
Wreszcie się doczekałam. Włoski zaczęły rosnąć. Głównie z przodu, z tyłu (Dziecko, wybacz szczerość) przypominały gniazdo nastroszonego puchu.
Jak więc uczesać niespełna  2 letnią dziewczynkę, której włoski są jeszcze delikatne, kosmyki cienkie i różnej długości?
Grzywki nie chciałam obcinać, żeby oszczędzić sobie i Małej częstych wizyt u fryzjera. Włosy zaczęły więc wpadać do oczu i przeszkadzać. Fryzurę „na jednorożca”  bardzo chciałam zarezerwować do użytku domowego. Spinki, nawet najmniejsze, zjeżdżały z włosów po kilku minutach. Również opaski  nie spełniały swojej funkcji. Może dlatego, że Córeczka z upodobaniem nosiła je na sposób rzymski – jak wieniec laurowy.

Aż pewnego dnia: Eureka! W przebłysku geniuszu zapewne, stworzyłam* uczesanie idealne:
– łatwe; nie ma co tłumaczyć, za instrukcje wystarczą zdjęcia.
– szybkie; nie wymaga poddania dziecka pełnej narkozie
– trwałe; po kilku godzinach w przedszkolu wszystko było prawie na swoim miejscu.

Nasz kucyk dobierany trochę udaje warkocz, bo dobrze trzyma włosy. Dzięki temu, że robimy
go po dwóch stronach głowy, pozwala na ujarzmienie nawet krótkich kosmyków.
Dodatkowym bonusem tego uczesania, jest to, że zaczynamy zawsze tak samo, ale kończyć możemy na kilka sposobów: kucyk, 2 kucyki,  upięcie, 2 koczki… na co tylko długość i cierpliwość pozwoli.


Tajemnicą sukcesu są gumki.

Małe silikonowe gumki, które:
–  trzymają się nawet na cienkich kucykach,
   a przy tym nie ciągną i nie wyrywają włosów
– spinki przypięte do gumek,
  czy małych kucyków trzymają się świetnie.

Gumki i spinki: Claire’s
Szczotka: Tangle Teezer

I tu uwaga: raz próbowałam wykorzystać gumki
przeznaczone do robienia bransoletek (proszę wybaczyć nieznajomość terminologii, ale jeszcze nie jesteśmy na tym etapie, tkwimy pomiędzy okresem różowym, a brokatowym).
Niestety pękały jedna za drugą, jeśli nie przy próbie założenia,
to przy zdejmowaniu.
Gumki ze zdjęć prędzej pogubimy, niż zniszczymy.

 * czułam się wtedy dumna jak Archimedes co najmniej,
więc pozwalam sobie  na takie małe nadużycie semantyczne 🙂


Author

4 komentarze

Write A Comment