Lepiej być nie może

Zwykła sobota. Idziemy na spacer. Też taki zwykły, do parku (bo blisko), albo do lasu (bo jeszcze bliżej). Wszyscy idziemy, w końcu  to sobota. Nawet zwykła ma swoje prawa. Córeczka szczebiocze, podśpiewuje, podskakuje. Radość z Niej kipi. Fajne słońce, zwykły spacer, a Ona jak nakręcona. Wyrwałaby do przodu, ale nie może, bo kurczowo trzyma nas za ręce. 
Patrzę na Nią i zastanawiam się: ile jeszcze? 
Ile jeszcze takich chwil przed nami? 
Ile czasu nam zostało?
Jak długo będziemy wszystkim, czego jej do szczęścia potrzeba?
Jutro urośnie i okaże się, że nie może żyć bez nowych Martensów; że świat jest beznadziejny, bo koleżankom nie spodobała się jej fryzura; że ja jestem podła, bo nie puszę jej na imprezę do nocnego klubu.
Jej życie legnie w gruzach, a mi pęknie serce, bo nie będzie mnie stać na COŚ (najnowszy model smartczegośtam, obóz windsurfingowy, modne jeansy, whatever…). Oczywiście, będę się starać wychowywać Ją w duchu „być nie mieć”, ale nie mam złudzeń co do roli grupy rówieśniczej w życiu dziecka, nastolatka. 
Dlatego choć mi trudno, choć nie wyrabiam na tylu zakrętach, to gdzieś pomiędzy 
prania rozwieszaniem, 
zupki podgrzewaniem,
franka kursowaniem
witamin podawaniem
bloga oraniem
lekarskich wizyt umawianiem
nadymam się, rozpycham łokciami i robię czas na
baniek puszczanie
po plecach drapanie
z klocków budowanie
odwiecznych praw natury tłumaczenie
tłumaczeń powtarzanie, powtarzanie i powtarzanie
po kałużach skakanie
bajeczek wymyślanie
różowych chmur oglądanie
o różowej tęczy rozmawianie.
Potrzebuję tego bardziej niż Ona, bo ja wiem. Wiem, co będzie jutro.
Jutro się okaże, że ten spacer, to „Everest moich marzeń”*.
*Paktofonika „Lepiej być nie może”
Author

1 Comment