Fot. Pixabay/LouAnna/CCO                                                                                                                                                                      
Rok 2010
Jadę autem na „biznes – miting” pt.: Bardzo Ważna Prezentacja
Teoretycznie mam jeszcze czas, tyle że mój Szef to Perfekcjonista Jedyny w Swoim Rodzaju. Tego samego oczekuje od członków zespołu. Prezentacja ma się odbyć u Klienta, a to oznacza, że zbyt dużo rzeczy będzie poza moją kontrolą. Staram się przewidzieć wszystko. Merytorycznie jestem przygotowana, raport jest dopięty na ostatni guzik, ale i tak wiem, że życie mnie zaskoczy. 
Wskaźnik laserowy mam, baterie zapasowe mam, głośnik też. Prezentacja na płycie, USB, na komputerze oczywiście, na mailu. Przedłużacz mam. Jest nowy na liście, ale ostatnio Szef poprosił o o zmianę ustawienia sali, kabel od rzutnika był za krótki, Klient nie miał przedłużacza, ja też. 
Jego jedno spojrzenie sprawiło, że poczułam się jak uczennica, która znowu zrobiła kleksa w zeszycie. Rzutnik! Kurcze. Nie mam zapasowego bo w firmie był potrzebny…  


Myślę o tym wszystkim i spieszę się. Przede mną jedzie jakiś Pan, choć w tym momencie nazywam go inaczej. 
Jedzie granatowym Fordem i zdecydowanie się nie śpieszy. Zmieniam pas. Ciężarówka. Fuck.. Znowu zmieniam. Autobus. Żyłka mi pulsuje. Czy na pewno wysłałam prezentacje? Zmieniam pas. Światła. Czerwone oczywiście. Nie wiem jak to możliwe, ale przede mną stoi granatowy Ford.  
W zasadzie nie stoi tylko… sama nie wiem, podjeżdża? Przed nim sporo miejsca. Zamieściłam bym się tam, ale po obu stronach mam samochody. 
A ten Typ w Fordzie jedzie, staje, jedzie, staje. Nosz… Czapkę ma z daszkiem na bok założoną. Lusterko wsteczne, też jakoś dziwnie ustawione, prawie pionowo. Hip- hopu słucha i tak podjeżdża, czy co? Pomstuję na wiecznych chłopców, boom-boxy i niebieskie ptaki co życia nie znają.




Rok 2013 


Mam nadzieję, że zdążę. Od kiedy mam dziecko, staram się nie umawiać na konkretną godzinę, tylko na porę dnia. Niestety, nie wszystkie instytucje to akceptują. Choć wyjście planuję z dużym zapasem czasu, to i tak w ostatnim momencie okazuje się, że jeszcze kupa, albo jeszcze  jeść, pić… 
Staram się wybrać trasę z jak najmniejsza ilością świateł, bo z tyłu mam kilkumiesięczny czujnik ruchu. Wystarczy, że się zatrzymam i dostanę serią decybeli. Dbam więc o płynność jazdy
W dużym mieście niestety świateł nie ominę, a zielona fala to rzadkość.
Tym razem się nie udało. Zwalniam odpowiednio wcześniej przed światłami, tak żeby nie zatrzymywać się zupełnie. Gaz, hamulec, gaz, hamulec. Bujam tak Córeczkę śpiewając jednocześnie Kaczkę Działaczkę na całe gardło. Lusterko wsteczne mam ustawione na godzinę 5, bo tylko tak widzę Małą. Długo jeszcze te światła?
Śpiewam.
– Raz poszła więc do montera. Poproszę o kawalera
Zaraz będzie ryk… A nie! To uśmiech, będzie uśmiech! Jedno jej spojrzenie, sprawia, że czuję się jakbym wygrała Dakar, dostała Nobla i owacje na stojąco.
W lusterku wstecznym zauważam Pana. Jest wiśniowy na twarzy prawie jak jego SUV. 
No, przepraszam Pana…
I Pana w granatowym Fordzie też.

PS Przypominam, że trwa akcja wychowywania społeczeństwa przed 26 MAJA! 🙂  KLIK

Author

Write A Comment