Są takie dni, kiedy nic się nie udaje. budzik nie zadzwoni, dziecko stawia bierny opór przy ubieraniu, mleka do kawy zabrakło, albo (o zgrozo!) kawa się skończyła, autobus który zawsze się spóźnia tym razem przyjechał o czasie.. 
Chodzę wtedy zgarbiona, pochylona wręcz. Żeby tą głową chociaż nadgonić, żeby była przed stopami. Ścigam się z czasoprzestrzenią. Skupiona jestem, dlatego brew mam tylko jedną i potworne zmarszczki na czole. Kąciki ust opadnięte. Naprawdę się staram. Staram nad tym panować. Przyklejam uśmiech na siłę, ale nie chce się trzymać. Jakoś tak mi z nim nie wygodnie… Nie do twarzy…
Dziś nie jest ten dzień. Dziś wszystko jest idealnie. W pracy, choć było ciężko, to udało się wyjątkowo dobrze. Pogoda jest śliczna. Nadmorska. Świeci słońce, wieje wiatr, jest ciepło i rześko jednocześnie. Woda jest czysta. Kolory ma piękne, od zielonego po granat.Tak mi tu dobrze. Podoba mi się absolutnie wszystko. I radość mnie dziwna rozpiera. Aż bym komuś o tym opowiedziała, wyrzuciła z siebie trochę tej energii optymistycznej. 
Ale nie zadzwonię do A bo jest dziś sama z dwójką dzieci, pewnie nie wie w co ręce włożyć. Do K też nie, bo dziś kończy ważny raport dla Klienta. To dobre koleżanki. Najlepsze. Zadzwonią do mnie same. Wieczorem im wszystko opowiem.
Ojciec Moich Dzieci też dziś poza zasięgiem. 
A ja bym tak chciała tu i teraz się wygadać, wycieszyć, tą radością dnia powszedniego podzielić.
Na szczęście mam ten wirtualny kawałek podłogi. Mój wentyl bezpieczeństwa 🙂 
Na zły i dobry czas.
Wyrzucam więc z siebie tę radość i sama się dziwię, jak ona rośnie. Całkiem inaczej niż kłopoty, czy problemy. Kiedy się o nich opowie, wstawi z głowy na zewnątrz, na własne uszy usłyszy, a nie tylko w myślach powtarza, nagle maleją. Jakieś takie bardziej błahe się robią, potoczne, jakby kurczyły się pod moim spojrzeniem. 
A radość zupełnie odwrotnie. Im więcej o niej mówię/piszę rośnie. 
Idę po molo i mijam zadowolonych ludzi. Każdy się uśmiecha. Może mi się wydaje, może oczy mrużą od słońca, albo wiatr im w twarz wieje… A może dziś jest po prostu fajny dzień.
I tylko czasem się obejrzę:
– Hm… fajny wózek…
Albo:
– Taką sukienkę chciałam dla Córeczki, ale rozmiaru nigdzie nie było!
O nie! 
Jeszcze nie wracam. 
Dopiero jutro.
Author

Write A Comment