Znam dwa małżeństwa. Podobne dość.  Duże miasto jedno na północy, drugie bliżej centrum kraju. Oni wykształceni, zamożni, aktywni, sympatyczni. Jedno dziecko. Oczko w głowie. Tu dziewczynka, siedmioletnia Ania, tam Krzyś lat 4. 
Nagle coś się nie udaje. Mniej więcej w tym samym czasie podejmują decyzje o rozstaniu. 

Jeszcze nie rozwód, ale już separacja. 

Tak się złożyło, że w obu przypadkach to Mama decyduje się spakować i wynająć mieszkanie. Ale to nie istotne. Oboje dziecko kochają, więc się nim dzielą sprawiedliwie, nowocześnie.

Dwa tygodnie z Mamą w nowym mieszkaniu, dwa z Tatą w domu. Tak będzie najlepiej dla dziecka. Wszystko zostało przemyślane. Zaplanowane. Wytłumaczone. Rodzice są dumni, bo dzieci takie dojrzałe. Tak wszystko rozumieją, tak dobrze, spokojnie tą nową sytuacje przyjęły. Krzyś cieszy się nawet z nowego pokoju i dodatkowych zabawek, a Ania u mamy ma blisko najlepszą koleżankę.
Mieszkamy daleko, więc doniesień o sytuacji słucham przez telefon. A raczej słuchałam, bo ostatnio staram się nie odbierać. Skończyła mi się tolerancja na hipokryzje.Ciągłe zasłanianie się „dobrem dziecka”, które szczęśliwe może być tylko wtedy kiedy ma szczęśliwych rodziców, choćby osobno. A tu najlepsza decyzja od dawna. Chociaż boli, to taka świeżość, oddech. Razem już się dusili, nie dogadywali w sprawach fundamentalnych.
Sama nie wiem, czy bardziej trafia mnie szlag, czy serce mi pęka. 
Bo ja tu dobra dziecka nie widzę. 
Ludzie się rozstają, wiem. Z różnych powodów. Bywają sytuacje ekstremalne, z nimi nie dyskutuje. Nie godzę się natomiast z pójściem na łatwiznę. 
Jak wychowuje nas nowoczesny świat? Dopiero co pochylałam się nad losem dzieci, które mają wszystko. A co z nami, dorosłymi?  My pokolenie i-phona,  user frendly. Nie musimy się starać,  męczyć. Wystarczy nacisnąć guzik i gotowe. Klik. Przepraszam, nie trzeba naciskać, wystarczy dotknąć. 
Potrzebujesz witamin? Łyknij tabletkę. Chcesz być szczupła? Odessij tłuszcz. Dziecko ma problemy z zasypianiem? Podaj syropek.
My egoiści – hedoniści patrzymy na związek przez pryzmat korzyści, a nie poświęceń. Niestety, takie podejście, rzadko wytrzymuje próbę czasu. 
Odzwyczailiśmy się od podejmowania wysiłku. Odzwyczajamy się od czekania na efekt. Wszystko da się zrobić, wszystko można dostać i to na już. Jestem Panem Świata! 
Czy moi znajomi zrobili wszystko co w ich mocy, żeby naprawić sytuacje? 
Czy byli u terapeuty, mediatora, księdza? 
Nie. Wyszli ze związku, w którym przestało im być wygodnie, w którym zaczęło być trudno. 
Nie chcę tu powiedzieć, że rozstanie jest łatwe, zwłaszcza rozstanie rodziców. Wręcz przeciwnie, ZAWSZE jest to trudna decyzja. Ale najszybciej daje efekt. „Co z oczu to z serca”,  a „czas leczy rany”. Nie trzeba codziennie walczyć ze sobą. Szukać nowych kompromisów. Oddawać kawałka siebie, w imię wyższego, wspólnego dobra. Rodziny.
W tym znaczeniu Oni wybrali najłatwiejsze rozwiązanie.
Rozstanie. 

Kiedy wreszcie dobro dziecka przestanie być terminem relatywnym, a będzie pojęciem jednoznacznym?

Ja w słowach „dla czyjegoś dobra” widzę poświęcenie, wysiłek, rezygnację z kawałka siebie. 
Nie kupię sobie nowej pary butów tej wiosny, żeby wystarczyło mi na bezpieczniejszy fotelik – dla dobra dziecka. Karmię piersią, choć to czasochłonne, nudne i czasem boli – dla dobra dziecka. Toczę bitwy o mycie zębów, rąk i uszu – dla dobra dziecka.
Nie idę na łatwiznę.
Ale jeśli dziecko ma zaleconą dietę, bo musi walczyć z nadwagą i dostaje specjalne posiłki, podczas gdy cała rodzina je niezdrowo, nie zmienia swoich nawyków żywieniowych, to czy to jest dobro dziecka? Jeśli nie zakładam mu kasku kiedy jeździ na rowerze, by było mu wygodniej, to czy to jest dobro dziecka? 
Choć to trudne, nie idę na skróty. Codziennie wyciągam skarpety zza kanapy. Raz na jakiś czas robię aferę o zachlapaną łazienkę, ale co wieczór ją wycieram. Naprawdę staram się pamiętać, by odkładać kluczyki na parapet, razem z dokumentami…
A jeśli kiedyś zelektryzuje mnie czyjeś spojrzenie. Jeśli zaschnie mi w gardle i ugną się kolana, odwrócę wzrok. Jeśli płakać będę już każdego wieczora, dorobię się garba od samodzielnej obsługi zmywarki, poproszę o pomoc. Nie dam się przestraszyć potworom, nawet tym najstraszniejszym: Nałogowi, Słabości, Chorobie. W każdym razie nie prędko. Jeśli będzie trzeba będę kochać za dwoje. I nie odpuszczę. Będę walczyć o nasz Everest. To obiecuję wam Córeczko i Synku.
A słuchając waszego śmiechu kiedy tarzacie się z Tatą po dywanie, patrząc jak spokojnie śpicie we troje, w niedzielny już-nie-poranek, będę błagać los by nigdy mnie z tej obietnicy nie rozliczył. 
Wracając do moich znajomych, nowoczesnych małżeństw na zakręcie. 
Skoro tak ważne jest dla Was dobro dziecka, to postawmy je na pierwszym planie. Ale tak naprawdę. 
To Wy pojęliście decyzje o osobnym życiu na dwa domy. Ponieście więc tego konsekwencje. Wy. Dlaczego to Wasz tak bardzo kochany jedynak dwa razy w miesiącu ma pakować plecaczek i przenosić się, ze swoim małym życiem?
Buj – buj. 
Mama – Tata. 
Tata –Mama.
Zróbcie to faktycznie najmniejszym kosztem dziecka. Niech ono zostanie u siebie, w swoim pokoju, w swoim łóżku. I tak mu się świat rozsypuje. Dlaczego więc zabieracie mu to coś stałego, materialnego? Dom. 
Wynajmijcie sobie dwa mieszkania (albo jedno większe w wersji ekonomicznej – każdy ma swój pokój) i sami ganiajcie z walizkami. 
Buj –Buj.
A potem zadzwońcie i powiedzcie, czy fajnie?

Ten tekst zajął 4 miejsce w tygodniowym zestawieniu portalu Mądrzy Rodzice

Mądrzy Rodzice

Author

12 komentarzy

  1. "Odzwyczailiśmy się od podejmowanie wysiłku" – to zdanie 'klucz' z Twojego tekstu. I w nim właśnie tkwi cały problem teraźniejszości. Wszystko przychodzi nam łatwo i nie ma nic na trwałe. Zepsuje się telewizor to kupujemy nowe, skarpetki mają dziurę to wyrzucamy, nie dogaduje się z facetem to biorę rozwód… Nie staramy się nawet o prawdziwe dobro naszej rodziny. I tak – rozwody są potrzebne. Ale zdaje się, że w poważniejszych sprawach niż różnice poglądów. Bo tylko krowa nie zmienia zdania – czy ktoś o tym nie wie?

  2. Bo ogólnie rzecz biorąc, te ważne dla człowieka decyzje – powoływanie do życia nowego człowieka i późniejsza odpowiedzialność za niego – nikogo nie obchodzą. żeby być dobrym, kompetentnym pracownikiem trzeba się uczyć i zdobywać dyplomy. A żeby być rodzicem?! To może nawet 14-latek :/. W szkołach powinny być OBOWIĄZKOWO nauczane etapy rozwoju dziecka i związane z tym jego potrzeby, problemy. Piramidę potrzeb Maslowa każdy powinien recytować (ze zrozumieniem!) jak tabliczkę mnożenia. Zawierzanie naturalnemu instynktowi rodzica jest błędem, za który płacą kolejne pokolenia skrzywdzonych dzieci (i psychicznie i fizycznie) To właśnie z braku wiedzy i umiejętności rodzą się patologie. Odnosząc się do artykułu – jedną z najważniejszych potrzeb dziecka, oprócz bezpieczeństwa, szacunku i uznania jest potrzeba przynależności – także do kogoś, do czegoś. W małym świecie dziecka tę potrzebę zaspokaja także własne łózko, własna poduszka i pluszak do spania. Małe dziecko potrzebuje stałości, przewidywalności działania dla poczucia bezpieczeństwa, wtedy rozwija się w marę prawidłowo, nie boi się i ufa. A rodzice hedoniści? Moda na asertywność, na "szczęśliwą samorealizację" mimo wszystko zawsze uderza w dziecko, bo niektórych rzeczy nie da się pogodzić z opieką nad małym dzieckiem. Tytuły prasowe – bądź szczęśliwa, bądź wolna – masz do tego prawo (prawie zaraz po urodzeniu dziecka) – wkurzają mnie, bo życie dzieli się na etapy. W czasie kiedy nasze dziecko jest małe – jest etap, że jesteśmy mu potrzebni i zaspokajamy jego potrzeby (w końcu na świat nie prosiło się samo) najlepiej jak umiemy. Czas na samorealizację przyjdzie trochę później. Dzieciństwa nie da się powtórzyć. Dziecko nie ma wyboru, a my?…

  3. Fajny tekst, dobrze podeszłaś do tematu, bo na pewno wzbudzisz emocje, a o to przecież chodzi w dobrych tekstach. Czy tu jest miejsce na dyskusję? Nie. Moja rodzina to rodzina patchworkowa – mój partner odszedł od żony, z którą ma dwóch synów, a my razem mamy córkę. Mamy inny model opieki naprzemiennej, chłopcy nie noszą się z plecakami. Ale oczywiście skutki decyzji ich rodziców zobaczymy, kiedy będą już dorośli i powiedzą: Mamo, jak mogłaś? Tato, dlaczego nie walczyłeś? czy coś. Ludzie rozchodzą się nie, dlatego że mają odmienne poglądy na pewne sprawy. Ludzie rozstają się, bo się NIE KOCHAJĄ. Nie można się "pokochać" na powrót, na zawołanie. I moim zdaniem lepiej żyć w rodzinie, w której ludzie się kochają, niż patrzeć jak się nie kochają i męczą. Ja bym się tak nie rozpędzała z ocenianiem cudzego życia, bo nigdy nie jest ono takie jednowymiarowe.

  4. "Ja w słowach „dla czyjegoś dobra” widzę poświęcenie, wysiłek, rezygnację z kawałka siebie" – szanuję, co powiedziałaś, ale się nie zgadzam. Uważam, że "szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci", natomiast mama, która rezygnuje z siebie, ze swoich potrzeb jest sfrustrowanym rodzicem a to z kolei ma negatywny wpływ na dziecko.

    • A ja się z Tobą zgadzam Ewa 🙂 Powiem więcej, szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci. A czasem rodzice mogą być szczęśliwi tylko osobno. Z frustracją można walczyć na różne sposoby. Zmierzam do tego, że w mojej ocenie, rozstanie nie powinno być pierwszym pomysłem na rozwiązanie problemów.

    • A ja się zgadzam w 100%. Dziecko to nie kaprys i wymaga poświęceń. Nie można przedkładać czegokolwiek nad małą istotkę, która potrzebuje dwojga rodziców. Jeżeli dochodzi już do rozstania, to dziecko musi mieć jeden, bezpieczny dom i dwoje kochających rodziców po to by samo w przyszłości było szczęśliwe. Można się realizować i mieć swoje potrzeby wówczas gdy spełni się obowiązek rodzicielski. Dzieci dorastają 🙂

  5. Chyba autorka tekstu zyje w wyimaginowanym swiecie romansidel typu 'Przeminelo z wiatrem', bo ludzie na chleb nie maja, kobiety jednym okiem placza zaciskajac zeby bo wyjscia nie maja, zeby moc godnie zyc. Ilu jest w Polsce swietnie sytulowanych rodzicow co maja max 1 dziecko i stac ich na wygodne zycie oddzielnie? Ja mysle ze niewielu…

  6. Dla dobra dziecka właśnie ja przełknęłam zdrade mojego faceta. wiem wiem nie jednej osobie cisnie sie na usta "co za idiotka. zero szacunku do samej siebie". wiem, ze wiele osob sie ze mnie smialo. sama wychowalam sie bez ojca i wiem co to znaczy. w pierwszej chwili gdy dowiedzialam sie o zdradzie wiadomo co sie dzialo. placz. awantura. kazalam mu sie pakowac i wyp… nie chcial wiec ja to zrobilam z malusienkim dzieckiem. ale.. gdy emocje opadly. postawilam na piedestale dobro corki. czas leczy rany. wybaczylam ale nie zapomne. jest lepiej po poltorej roku. teraz gdy patrze jak sa ze soba zzyci nie zaluje. nigdy nie zalowalam…

    • Kasiu, dziękuję Ci ogromnie za ten komentarz. Rozstanie jest trudne, ale czasem jeszcze trudniej jest zostać. I myślę sobie… w zasadzie to skąd mamy to wiedzieć? Do takich historii ciężko się przyznać. Trudno się o nich mówi. Dlatego pozostają ukryte. To co widzimy wśród celebrytów, w mediach, to że związki się rozpadają, ludzie idą dalej, "się spełniają". Trudno oprzeć mi się wrażeniu, że już na wstępie godzą się, że to nie będzie na zawsze. Ślub jest pustą ceremonią, eventem.

  7. Świetne podsumowanie, żeby rodzice zamieniali się domami, a nie dzieci. Nigdy tak na to nie patrzyłam… masz dużo racji.

  8. Opiszę Ci swoje własne doświadczenia…
    W separacji z mężem byłam przez 1,5 roku. Ze względu na dobro dzieci podjęłam tą decyzję, mówiąc którego wieczoru – wyprowadzaj się…
    Przez pewną osobę, której bardzo zależało, aby rozbić nasz związek, w domu były codzienne kłótnie. Kłamstwo za kłamstwem byle tylko zniszczyć to wszystko, a mąż ślepo wierzył…
    Gdy to wszystko się zaczęło byłam na początku ciąży, wtedy jeszcze nie świadoma tego… Po miesiącu się dowiedziałam. Myślałam, że to coś zmieni, dałam szansę i czas… Niestety było coraz gorzej. Po trzech miesiącach kłótni mąż się wyprowadził…
    Synek był tylko przy naszej pierwszej kłótni, która była nagła, niespodziewana, bo godz wcześniej wszystko było ok. Wystarczył jeden telefon, by świat się zawalił…
    Mąż odwiedzał synka praktycznie codziennie, nie było łatwo, ale staraliśmy się, by na tym nie ucierpiał. Stres zaowocował moim wcześniejszym porodem, gdzie kilka minut dzieliło moje dziecko i mnie od śmierci… Ta tragedia otworzyła oczy mojemu mężowi…
    Na kilka dni przed pierwszymi urodzinami córeczki, mąż wrócił do nas. Chciał wcześniej, ale ja chciałam mieć pewność, że w końcu pewna osoba przestała mieć na niego wpływ. Minęły już dwa lata od tego czasu, córeczka ma 3 lata, synek 5 lat. Nie pamiętają tamtego okresu, a my staramy się o tym przy nich nie rozmawiać…
    Jesteśmy szczęśliwą rodziną. Kosztowało nas to dużo walki, sił i nerwów, ale było warto. Mąż traktuje mnie zupełnie inaczej niż kiedyś (chociaż przed naszą kłótnią było nam naprawdę dobrze). Najwyraźniej prawdą jest to, że najbardziej docenia się to, co się już straciło…
    Ja dałam drugą szansę, szansę nam, ale i dzieciom na normalny dom… Jednak uważam, że bez separacji i naszego dojrzałego, świadomego podejścia do całej sytuacji, w którym dobro dziecka było najważniejsze, nie udałoby się to…

Write A Comment