„Właśnie miałem do Ciebie dzwonić!”

To podobno jedno z najczęściej powtarzanych kłamstw. Zaraz potem na liście jest
„Wolę dawać prezenty niż je dostawać”. 
W moim przypadku trudno powiedzieć co wolę, bo dawanie z dostawaniem miesza mi się i przeplata. Uwielbiam robić prezenty i jestem w tym naprawdę dobra. Poświęcam czas na ich znalezienie jeśli to coś kupionego, zaprojektowanie i wykonanie jeśli akurat wybiorę DIY, zorganizowanie jeśli to impreza niespodzianka. 
I zawsze – opakowanie. Nie lubię gotowych torebek. Rozdzieranie papieru, powolne odkrywanie zawartości to część magii dzieciństwa, która działa też na dorosłych. 
Kiedy już wymyślę prezent idealny, nie mogę się doczekać wręczenia go. Lubię szukać tego  wyjątkowego błysku w oku, drgnięcia kącika ust, uniesienia brwi. Oglądanie radości, a czasem zaskoczenia sprawia, że czuję się jakby to były moje urodziny. Na dodatek nie muszę sprzątać po gościach 🙂 Endorfiny w czystej postaci.
Niestety, ostatnio się  chyba zepsułam. Coraz częściej zamiast się cieszyć z okazji do zrobienia prezentu, myślę o tym jak o problemie. Najtrudniej mam z dziećmi. Moje prezenty stały się banalne. Zamiast radości, wywołują reakcje w stylu „Aha” lub „Ok…” potem szybki uśmiech nr 5 i ucieczka do pokoju zabaw.  
Niedawno pisałam o prezencie idealnym na Dzień Matki KLIK, a tu znowu Dzień Dziecka. Znowu trzeba coś wymyślić, czymś zaskoczyć…
Sądząc po wszechobecnych listach prezentów i inspiracji, nie tylko ja mam ten kłopot.
Bo wcale nie chodzi o to, że ja tych dzieci nie znam. Wręcz przeciwnie, znam je dobrze. Wiem co lubią, co im się podoba. Wiem, że Leon jest na etapie Spidermana,  Pola brokatu,  Maja pluszaków, a Julka gumowych bransoletek. 
Po prostu  wszystko co mi przyjdzie do głowy one już mają. 

Dzisiejsze dzieci mają wszystko. Nasze mieszkania są dosłownie zasypane zabawkami. Zabawkami które leżą, bo dziecko i tak bawi się 1/10 z nich. Ja zabawki chowam i czasem wymieniam, a i tak w ciągłym użyciu są zamiennie piesek „Córeczka” i lalka „Dzidziusiek”. Synek woli wtyczki, brokuła, albo kółko od walizki.
Moja znajoma robiąc porządki na strychu wyniosła na śmietnik stare zabawki swoich nie małych już dzieci. Wieczorem przybiegły podekscytowane, krzycząc: 
-Mamo!!! Zobacz jakie świetne zabawki ktoś wyrzucił… Możemy sobie zostawić?!!! 
Tak ponad połowa towaru wróciła z powrotem. 
Swego czasu stwierdziłam, że dla dzieci atrakcyjny jest element nowości, pierwsze wrażenie. 
Idąc tym tropem, jeszcze jako bezdzietna Ciotka, dałam się zapędzić w kozi róg. Dopiero jako Matka to widzę. 
Zauważyłam, że wypasione  zabawki, które znoszę i tak dnia następnego lądują  w kącie pokoju.Dzieci cieszy sama sytuacja otrzymania prezentu, zabawa trwa najwyżej jeden wieczór, a radość jest krótkotrwała. A o radość właśnie mi chodzi. Może więc lepiej więcej i częściej, niż raz a porządnie? Zaczęłam znosić figurki z kiosku, samochodziki z bazarku, kolorowe sprężyny od chińczyków i laleczki zombie.
Tu niniejszym przepraszam drogie Koleżanki, które zasypałam badziewiem!
Planując prezenty na 1 czerwca, zaczęłam zastanawiać się: Czego uczą się dzieci, które mają wszystko? Nie zdążą zamarzyć, nie muszą poprosić, bo rodzice sami podtykają im kolejne nowości, gadżety. 
Pewnie tak jak ja lubią dawać prezenty. Zastanawiam się, na ile jest to efekt pokolenia PRL. Może my, dzisiejsi dorośli, którzy z darów od księdza dostawaliśmy M&M’sy,  a Barbie widzieliśmy na wystawie w Pewexie, tak to sobie kompensujemy. Chcąc nieba przychylić dzieciom, kupujemy, dajemy. Nowe ubrania, zabawki, gadżety, kursy językowe, balety.
Tylko czego w ten sposób uczymy? Jakich ludzi wychowamy? Może takich, którzy sądzą, że im się wszystko należy?  Że w pierwszej pracy powinni dostać 5 000 na rękę i samochód. Takich, którzy nie rozumieją, że na efekty trzeba poczekać. Że ogród dopiero za 2 lata będzie wyglądał tak jak w projekcie, bo rośliny potrzebują czasu.
Oby nie. Obyśmy znaleźli równowagę między dobrodziejstwem cywilizacji, a pułapką konsumpcjonizmu.
Ale to praca na dłużej, a póki co znalazłam swój patent, swoją receptę na radość. 
Oto moja lista prezentów na 1 czerwca (i nie tylko):
– Czas
– Uwaga
 – Zaangażowanie
Impreza w dużym domu? Zbieram dzieciaki i bawimy się w chowanego. Dorośli, niby rozmawiają o swoich biznesach, crossficie i dietach, ale łypią okiem co rusz. Komentują pomysły na skrytki. Podpowiadają, powoli zaczynają pomagać w szukaniu tych najlepszych, 
w końcu sami się chowają, a ja jestem Królową  Balu!
Mało miejsca i pada? Guma lub cukierek dla każdego, w wersji eko jabłko, tyle że schowane. Zabawa w ciepło – zimno wciąga i nie ma końca. Potem smakołyki zastępujemy byle kręglem,
bo ważne „by gonić króliczka”.
Konkurs byle czego. Skoków na trampolinie, kopania piłki, picia mleka ze spodeczka bez użycia rąk.
Ważne, żeby rodzice byli w Jury, żeby znaleźć sposób oceny, w którym wszyscy wygrywają. Żabki i króliczki. 
Dzieci nie potrzebują zabawek, by dobrze się bawić.  Wspomnienia. To są najdroższe, bo bezcenne prezenty jakie możemy im dać.
Może w tym roku zastąpić duży prezent symbolicznym drobiazgiem, a w zamian wynająć ze znajomymi domek na ostatni weekend maja? Może wybrać się na niedzielny piknik*, albo na działkę? Pograć w badmintona, gumę, podchody? Świętować Światowy  Dzień Dziecka. Bo dzieci najbardziej cieszą się z rodziców KLIK.  A jeśli rodzice przypomną sobie jak to jest być dzieckiem, zdejmą krawaty i szpilki, dadzą się pobrudzić to większej radości być nie może!
* Piknik rozumiany jako posiłek spożyty na łonie natury w towarzystwie bliskich i lubianych osób. Nie piknik, jako komercyjny event z tłumem obcych ludzi i bogatą ofertą płatnych atrakcji, które wyręczą nas w zajmowaniu się dzieckiem.                           

Ten wpis został wyróżniony w cotygodniowym zestawieniu portalu Mądrzy Rodzice

Mądrzy Rodzice

                                                                  Like it?     Share it!

Author

11 komentarzy

  1. pięknie to wszystko ujęłaś.
    nie raz chciałabym swojej córce dać wszystko – pomimo tego, że ma dopiero 8 mcy. Jednak stwierdziłam, że to nie ma sensu. od najmłodszych jej lat – zepsuję ją jak będzie dostawała wszystko. przyjdzie do mnie w wieku 10 lat i zamarzy jej się wycieczka szkolna – co jak nie będzie mnie stać? Nie. nie na tym wychowanie polega. Myślę, że wybrałaś najlepsze prezenty jakie może otrzymać dziecko!

    • Bo my tu po nocy piszemy 🙂 Dopiero zauważyłam, że zegar przy komentarzach przekłamuje… Postaram się coś z tym zrobić.

  2. Ja z koleżanką zabieramy dzieci na dzień dziecka do zoo lub do skansenu. Na pewno nie kupię mu gry, o którą tak jęczy 😉

  3. Fantastyczny tekst. Z dawaniem prezentów mam podobnie. A najbardziej uwielbiam je pakować. Moje dzieciaki nie mają stosu drogich zabawek (choć zabawek jest wiele) bo matka jest sknera i nie widzi potrzeby kupowania czegoś za 200zł tylko po to żeby na drugi dzień wylądowało w kącie, zresztą kiedyś też u siebie o tym pisałam.
    Natomiast z cudzymi dziećmi przezywam horror bo rzeczywiście mają wszystko i ciężko cokolwiek takiemu dziecku kupić, a 'byle czym' to one się już nie potrafią nawet przez moment cieszyć.

  4. Byłam dziś z Młodą na działce u rodziców- otwarcie sezonu działkowego- co córce podobało się najbardziej? Wyrywanie chwastów z dziadkiem, puszczanie latawca i wiele innych zabaw:) Uwielbiam tak spędzać czas:) Jako prezenty na dzień dziecka mamy jeszcze w planach książki 🙂

  5. U nas wyszło trochę przy okazji :). Ponieważ mam bliźnięta to na urodziny dostają prezenty. Natomiast na imieniny, które mają osobno nie dostają prezentów tylko solenizant planuje dzień. Spędzamy go tak jak on sobie życzy. Bardzo to fajne! Tym bardziej, że obaj chłopcy biorą pod uwagę też zadowolenia brata….
    Bardzo polecam decydowanie o sposobie spędzenia urodzin przez dziecko! Daje to im wielka satysfakcję i uczyc podejmowania decyzji, branie pod uwagę innych osób w rodzinie.
    Dzięki faktowi, że mieszkamy za granicą nie jesteśmy zasypywani prezentami od rodziny. Tak więc, nie toniemy aż tak w zabawkach.
    Również po zakupie bardzo drogich robotów LEGO umówiliśmy się, że nie kupujemy prezentów na urodziny.
    Czasami chłopcy proszą o pieniądze w prezencie i mogą wtedy sami zdecydować na co je wydadzą.
    Zgadzam się, że w naszym życiu jest za dużo przedmiotów, którym musimy poświęcać drogocenny czas oraz miejsce. 🙂

  6. Mamy tendencję do kupowania naszym dzieciom, siostrzeńcom, bratanicom itp wypasionych prezentów i to prawda, że cieszą się nimi przez chwilę. Pamiętam jak kupiliśmy z mężem wypasioną grę za kupę forsy dla siostrzeńca a on przeszedł ją w dwa dni! Dwa dni! Popieram, że na dzień dziecka najważniejszym prezentem będzie nasza uwaga i wspólna zabawa 🙂

  7. Ja mam zawsze dylemat bo jestem chrzestną, więc niby wypada zrobić jakiś większy prezent, ale wiem, że mój 1,5 roczny chrześniak ma już cały pokój zasypany zabawkami. Dlatego zawsze staram się znaleźć coś, co bawi i edukuje, tym bardziej, że dziecko dosłownie CHŁONIE wszystko w tym wieku i szkoda by było to zaniedbać. W tym roku na dzień dziecka nie kupuję nic dużego, ale myślę, że prezent będzie trafiony w 10, bo mały lubi pioseneczki i jest mądrym chłopcem 🙂 Znalazłam muzykę spersonalizowaną Dubi, gdzie podstawia się imię dziecka , a same piosenki edukują 🙂

Write A Comment