Zakładam że nie jesteś nowicjuszem i materiał do pracy czyli kobietę już masz.

Przejdźmy więc do konkretów.
Najlepszym okresem do rozpoczęcia hodowli jest ciąża, lub połóg. Już wtedy warto przygotować grunt i jasno określić granice.

 

  1. Zrezygnuj z urlopu ojcowskiego.

Wiadomo przecież, że noworodki głównie jedzą i śpią, a do tego nie jesteś potrzebny. Dodatkowe 2 tygodnie urlopu będzie można wykorzystać za kilka miesięcy na wypad na deskę. Kiedy Ty będziesz szlifował technikę, podchowana już kura domowa będzie mogła uprawiać spacerologie z potomkiem na sankach. No chyba, że wyjdzie męski wyjazd.

 

  1. Wprowadź się z sypialni. 

Możesz to zrobić już pod koniec ciąży, tłumacząc troską o komfort obiektu hodowanego.
Nie zgadzaj się na przemeblowanie sypialni, by postawić łóżeczko przy łóżku. Kołyski i dostawki to strata pieniędzy. Zamiast tego zaproponuj spanie z dzieckiem. Tu z pomocą przyjdzie Ci rodzicielstwo bliskości.
Oczywiście nie musisz zapoznawać się z całą koncepcją. Wystarczy, że podarujesz Jej odpowiednią książkę, lub zostawisz w komputerze otwartą stronę przedstawiającą zalety spania z dzieckiem. Ona sam zainteresuje się tematem, a ponieważ spanie z dzieckiem jest wygodne i przyjemne, wystarczy Twoje niewielki wsparcie, by decyzja zapadła.
Potem bardzo łatwo przyjdzie Ci wykręcić się ze spalania we wspólnym łóżku. Dziecko będzie Cię przecież  budzić w nocy, a Ty musisz wysypiać się do pracy. Jeśli to nie zadziała możesz wieczorami relaksować się przy piwie lub lampce wina.

To najskuteczniejsza metoda, bo żadna matka nie pozwoli Ci spać z dzieckiem po alkoholu.

 

 

  1.  Ogranicz okazywanie czułości do minimum.To towar ściśle reglamentowany! Dawkowanie musi być dobrane indywidualnie dla danego egzemplarza. Musisz liczyć się z tym że każda oznaka czułości powoduje regres i utratę ostatnio uzyskanych efektów.

Czułości nie można jednak wyeliminować całkowicie. Grozi to bowiem utratą wpływu na obiekt hodowlany (czyt. wyprowadzka do Mamusi*).

 

  1. Odetnij kontakt ze światem zewnętrznym.

Nie opowiadaj o życiu innych dorosłych, nie mów co wydarzyło się w pracy, a nawet czy są korki na mieście. Przeciwnie, zapewniaj że w waszej  dzielnicy jest wszytko
często człowiek potrzebuje, a Pediatra, Pani z Warzywniaka, czy Kurier to bardzo miłe osoby o  szerokich horyzontach, ciekawym światopoglądzie i z życiem pełnym przygód, którymi zapewne chętnie podzielą się podczas rozmowy.

 

  1. Wszelkie oznaki troski obiektu o wygląd zewnętrzny pomijaj milczeniem, ignoruj, oślepnij.

Jeśli przyjdzie ci ochota wysłania obiektu do fryzjera czy manikiurzystki, lub chociażby zaoferowanie opieki nad dzieckiem w podobnym celu… Przeczekaj. Minie samo.

 

  1. Nie rób nic od razu.

Nie reaguj na prośby i nigdy nie rób tego, o co kobieta prosi. Nie ominie Cię pewnie wykład na temat logistyki prac domowych i obowiązków przy dziecku, ale trudno. Każda hodowla ma swoje koszty. Nieważne czy chodzi o przetkanie zlewu, wyniesienie śmieci, czy zmianę pieluchy. Nigdy nie reaguj, za pierwszym razem!

To jedyny sposób na uzyskanie odpowiedniej gdakalności, która jest jedną z najważniejszych cech gatunku. Kiwanie głową przyjazdów samo jako naturalna konsekwencja gdakania.
Gdakalność można łatwo przyspieszyć. Zalecam przesiadywanie ze wzrokiem wbitym w telefon lub tablet, albo spędzanie kilku weekendów z konsolą.

 

7. Daj zajęcie. Dużo zajęć.

Wymagaj codziennie obiadu. Nie z garmażerki, kostki rosołowej, czy powtórki z wczoraj.  Warzyw i owoce (nie mówiąc o mięsie) najlepsze są świeże, kupione danego dnia na eko-bazarku. Jesteś tym co jesz, ona zapewne karmi więc chodzi tu o dobro i przyszłość Was wszystkich. Możesz dołożyć do tego dobrą śląską tradycję mycia okien raz w tygodniu. Reszta zależy o Twojej kreatywności i właściwości obiektu hodowlanego.
W ten sposób zadbasz o upierzenie.

Brak czasu, siły a wreszcie chęci na depilację powinien być tu dobrym początkiem. Resztę załatwi wprowadzenie do diety w odpowiednim momencie GMO.

 

Pozostaje jeszcze czub. To wartość premium. Po czubie u kury domowej poznasz wytrawnego hodowcę.  Tylko ekspert potrafi tak wyważyć dawkę powyższych zaleceń i zostawić akurat tyle złudzeń i nadziei, by przeszła kura co rano zakładała wałki na włosy, licząc że będzie miała czas je zdjąć, ułożyć fryzurę i wyglądać jak człowiek.

 

Jak widać przedsięwzięcie do prosty nie należy, a nawet wymaga pewnych poświęceń. Co więcej ten gatunek nie znosi złotych jaj. Niestety.
Trud jednak się opłaci. Już niedługo będziesz mógł zawitać w szacownym gronie hodowców drobiu.
Jeszcze tylko pomarańczowy sweterek i kariera na miarę Pana Józka stoi przed Tobą otworem.

 

 

*Mamusia to największe, obok Koleżanek, zagrożenie procesu hodowlanego.

 

Author

13 komentarzy

  1. A to o to chodziło! Wiedziałam, że ten Mężul mój coś kombinuje. Dzięki Tobie go rozgryzłam. Pozna niebawem co to gdakalność. 😀

    • Matka Reply

      Hehe! Mieczem walczyłeś, od miecz zginiesz! Że ja na to nie wpadłam 🙂

    • Matka Reply

      O! Akurat w temacie 🙂 Zapisane na listę „to do”.

  2. Nieźle się uśmiałam! Super wpis. A tak na marginesie nie możemy się dać tym mężczyznom okrutny, niech nie idzie im łatwo to udomowienie nas 😛

  3. hahaha ! Post ekstra , uśmiałam się jak nie wiem . ;D Teksty nieziemskie 🙂 Może zrobić z tego niezłą komedię , ale ja mężowi swojemu tego nie pokaże 😉 Niech wie kto nosi spodnie w rodzinie : ja ! 😀 ( a może tylko mi sie tak wydaje …. )

  4. Padłam i podnieść się nie mogę 🙂 Genialny ten tekst, tylko muszę usunąć z historii wyszukiwarki, żeby jeszcze mój nie wpadł na pomysł zakładania hodowli drobiu 🙂

  5. Haha! W sumie nie wiem czy się śmiać czy płakać! Bogu dzięki za to, że mam dobrego męża!!

Write A Comment