Sama nie wiem, który to już raz przetacza się przez sieć dyskusja na temat publicznego karmienia
piersią. Z jednej strony sporu mamy estetów/obrońców moralności, którzy chcą oglądać tylko piersi,
z którymi są związani emocjonalnie. Ewentualnie z własnej nieprzymuszonej woli, przed ówczesnym
ostrzeżeniem. Najlepiej w muzeum, lub na filmach dla dorosłych.
Nie dziwię się, na filmach są ładniejsze.
Z drugiej zaś strony matki karmiące, lakto-terrorystki, które życzą sobie nieograniczonego prawa
do karmienia piersią zawsze i wszędzie.
Moim zdaniem, całe to bicie piany jest trochę bez sensu, bo rozwiązań jest przynajmniej kilka
i to łatwych. A w dodatku tanich, znacznie tańszych niż proces sądowy. Wystarczy odrobina dobrej woli
obu stron.
Zanim jednak oszczędzę społeczeństwu wydatków i cennego czasu, w kilku słowach przybliżę moje poglądy:
1. Wierzę, że mleko matki jest najlepsze dla dziecka. Świadomie piszę „wierzę”, a nie „wiem”,
bo choć czytałam i uczyłam się dużo na ten temat, to uważam jest to jeden z tematów,
który podobnie jak ludzki mózg, nie jest wystarczająco dobrze zbadany i daleko nam do poznania
całej prawdy o nim.
2. Uważam, że zapraszanie do toalety w celu nakarmienia dziecka, jest skandaliczne i poniżające
dla zapraszającego.
3. Mam kłopot z kilkuletnimi dziećmi karmionymi piersią. To temat na inny, długi wpis,
ale takie sytuacje zawsze wprawiają mnie w zakłopotanie mieszane z niezdrową ciekawością. Trochę
chciałabym popatrzeć, trochę się krępuję, trochę czuję, że to nie na miejscu…
4. Jako matka jestem absolutną zwolenniczką „miejsc bez dzieci”.
5. Uważam, że podstawy kultury osobistej obowiązują każdego, a troska nie tylko o własny
komfort, ale i otoczenia sprawiają, że żyje się przyjemniej.
6. Wyznaję zasadę: wolność jednego człowieka kończy się tam,
gdzie zaczyna się wolność drugiego.
A teraz to, na co wszyscy czekają, czyli garść praktycznych porad i gotowych rozwiązań, które
sprawią, że wspólne funkcjonowanie w świecie, w którym kobiety karmiące wychodzą z domów
i to z dziećmi (!), a reszta społeczeństwa nie ma mdłości na ich widok, przez co nikt już nie wie,
czy przypadkiem nie jest w ciąży i za chwilę sam nie zacznie szczuć cycem, jest możliwe i…
No dobra. Poniosło mnie trochę. Do rzeczy.

Jeśli jesteś przeciwnikiem publicznego karmienia piersią – ta część jest dla Ciebie.

Na początek, wyjaśnijmy sobie podstawy.
Dlaczego matka musi nakarmić dziecko?
Pierwszy powód jest oczywisty, nawet dla najbardziej zagorzałych lakto-sceptyków:
bo dziecko jest głodne.
Tylko co z tego?
W sumie to problem dziecka, no może jeszcze matki. Często zapomina się jednak, że głodne dziecko
znaczy złe dziecko. Złe dziecko, to głośne dziecko. A to już dotyczy wszystkich w pobliżu.
Jasno z tego wynika, że publiczne karmienie odbywa się niejednokrotnie, w obronie komfortu wielu
osób, które przebywają w otoczeniu matki.
Co istotne, potencjalny dyskomfort związany z oglądaniem kobiety karmiącej piersią, dotyczyć będzie
garstki osób, hałas zaś zbierze dużo większe żniwo. Matematyka, zatem również przemawia
na korzyść karmiących.
Poza tym, łatwiej odwrócić wzrok, niż zatkać uszy.
Ale jest jeszcze drugi powód, może nie tak oczywisty: kobieta karmiąca produkuje pokarm.
Ogólnie rzecz ujmując jest on gromadzony w budzących tyle kontrowersji piersiach, które muszą być
co jakiś czas opróżniane. W przeciwnym wypadku plamią ubranie, a nawet… uwaga: bolą.
To nie jest ten rodzaj bólu, kiedy widzisz świat na żółto i musisz natychmiast iść do toalety.
To prawdziwy, dotkliwy ból.
Jeśli więc w nosie masz dobrostan dziecka, bo i tak małe i nie będzie pamiętać, to miej przynajmniej
litość nad matką…
A poważnie: dlatego nie zawsze można nakarmić dziecko butelką, geniuszu!!!
Skoro już wiemy, że i dziecko i matka i ich otoczenie potrzebują, by karmienie się odbyło,
zajmijmy się
miejscem.
Tu o uwagę proszę wszystkich, którzy uważają, że karmienie dziecka może/powinno
odbywać się w toalecie.
Come on…
Serio zaprosisz, kogoś na posiłek do toalety?
Do TOALETY?!
PUBLICZNEJ!
Do toalety, która nie zawsze jest pachnąca różami (szczerze – bardzo rzadko jest). Do toalety, z której sama często mam opory korzystać. Do toalety, w której nie wiesz, co robi ktoś w kabinie obok. Albo, co gorsza, wiesz. Nie wiesz, kto był tu przed Tobą. Nawet jeśli owa toaleta jest luksusowa, a kontrole czystości odbywają się tam regularnie, to nazywając rzecz po imieniu, jest to TOALETA. Ktoś, ktoś tu przed chwilą robił kupę.
Nawet, jeśli wszyscy w promieniu kilometra przestrzegają zasad higieny i myją ręce, to… Po wszystkim, ktoś musiał wyjść z kabiny i dotykał klamki nieumytymi rękami. Skąd to wiem?
Bo zazwyczaj w kabinie nie ma umywalki!
A teraz matka z małym dzieckiem, ma wejść do tej toalety i podać mu pierś.
Niezorientowanym wyjaśnię, że małemu dziecku sterylizuje się smoczki i gryzaki, zabrania kontaktów z zakatarzoną rodziną i prasuje nawet skarpetki. Matka z dzieckiem na ręku i torbą z jego osprzętem na ramieniu, ma małe szanse na umycie rąk. Zresztą… patrz wyżej: w kabinie nie ma umywalki!
Nawet jeśli jest, to nie ma gdzie dziecka odłożyć. Chyba, że na toaletę.
Jeśli więc jesteś kelnerem, restauratorem, właścicielem stacji benzynowej, sklepu, naczelnikiem
urzędu, czy innego przybytku i nie życzysz sobie publicznego karmienia piersią na Twoim terenie,
to uczciwie będzie jeśli:
1. Zorganizujesz odpowiednie pomieszczenie, lub dyskretne miejsce, w którym można godnie,
bezpiecznie i zgodnie z zasadami higieny nakarmić dziecko.
2. Na drzwiach wejściowych umieścisz odpowiednią informację, aby młoda matka karmiąca
i osoby jej towarzyszące tu nie zabłądziły.
3. Jeśli jednak zabłądzą poinformujesz uprzejmie przy podawaniu menu, przed złożeniem
zamówienia, czy inną formą skorzystania z usług płatnych, jakie zasady obowiązują w tym
miejscu.
Podpowiedź: Matkę łatwo poznać po dziecku. Im jest mniejsze tym częściej bywa głodne.

Jeśli jesteś, lub będziesz matką karmiącą – ta część jest dla Ciebie.

Po pierwsze nie daj się. Od samego początku nikomu się nie daj.
Nie daj się tym, którzy terroryzują Cię dobrem dziecka i zmuszają do karmienia piersią, choć tego nie czujesz. Jeśli chcesz karmić, to nie daj sobie wmówić, że nie możesz, nie umiesz, dziecko nie umie, masz za mało pokarmu, itd., itp. Przysięgam, że warto o to zawalczyć, bo jest możliwe. [Tu kiedyś będzie link, do wpisu na ten temat].
Nie daj się zamknąć w domu. Nie daj sprowadzić się do roli smoczka, butelki, nosidełka.
To prawda, że dziecko wiele zmienia, ale to mogą być zmiany na lepsze. Zwłaszcza, póki masz jedno dziecko… Korzystaj dziewczyno! 
Wiem, że kontakt z noworodkiem, ta miłość, którą czujesz, ten zachwyt, ta więź jest niesamowita i strasznie silna. Za rok, może dwa zrozumiesz jednak, że nie wszyscy to czują, zwłaszcza w stosunku doTwojego dziecka. To nie kpina. Niby się o tym wie, a jednak zawsze dziwi odkrycie, że moje dziecko nie jest wyjątkiem, geniuszem, ósmym cudem świata.
Wychodź, więc do ludzi. Spotykaj się koleżankami, ale panuj nad instynktem macierzyńskim i pamiętaj, że to dla Ciebie świat się zmienił, dla świata zmieniło się niewiele…
Oto moja garść dobrych rad dla Ciebie:
1. Zaplanuj odpowiednio wyjście z domu.
2. Dziecko niczym Pan Bóg, prawdopodobnie wyśmieje Twoje plany, z góry więc załóż, że będziesz musiała karmić.
3. Nie zakładaj, że wszyscy muszą radośnie akceptować Twoje karmienie i licz się z tym, że możesz trafić do miejsca, gdzie nie jest to mile widziane. Możesz się z tym nie zgadzać, ale tak jest.
4. Ubierz się odpowiednio. Kombinezon z golfem, czy długa sukienka ze stójką, choćby były krzykiem mody i mus-have sezonu nie są odpowiednie na tą okazję.
Wiem, że moda dla karmiących jeszcze czeka na swoją Coco, ale nie tylko ten specjalistyczny sprzęt się nadaje. Wystarczy, że dasz radę podać pierś dziecku, szybko i sprawnie. Bez konieczności odsłaniania przy tym brzucha, drugiej piersi i przestawiania sobie stawu barkowego.
5. Na ile to możliwe – zbadaj teren. Jeśli zamierzasz wybrać się do restauracji, czy kawiarni upewnij się przed złożeniem zamówienia, że będziesz mogła nakarmić tu dziecko. I gdzie. Jeśli jest pokój do karmienia (o luksusie!) sprawdź czy pod tą nazwą, nie kryje się np.: toaleta dla niepełnosprawnych, albo składzik na miotły. Zapytaj wprost. To najprostsze wyjście.
6. Miej przy sobie pieluszkę tetrową, chustkę, czy szal. Jeśli przy karmieniu odsłaniasz za dużo, zawsze będziesz mogła się przykryć.
Tak jak nie pojmuję, jak można wysłać matkę karmiącą do toalety, tak nie rozumiem oporu przed zasłanianiem się. Nie ujmuje mi to w niczym. Nie cierpi na tym moja godność, ani komfort. Mogę zrobić to tak by było wygodnie mi i dziecku.
To zdrowy kompromis. Nie wszyscy muszą chcieć oglądać mój biust, czy nawet sytuację karmienia. Co by nie mówić, piersi to intymna część ciała. Karmienie to sytuacja poniekąd osobista. Ja też nie wszędzie i nie zawsze chcę oglądać całujących się namiętnie zakochanych.
7. Jeśli karmisz, w między czasie odbijasz dziecko, zadbaj przy tym o komfort osób, które są w Twoim otoczeniu.
Piszę o odbijaniu, bo to moment, w którym może przydać się ta pieluszka, czy szal do zasłonięcia.
Pomyśl o tym, że karmiąc piersią reprezentujesz nie tylko siebie. Jesteś przedstawicielką grupy społecznej, która jest zauważalna i budzi różnorodne uczucia. To jak zachowasz się tu i teraz, będzie miało wpływ na wizerunek nas wszystkich. Może zależeć od tego jak w przyszłości potraktowana będzie kolejna matka, której dziecko zgłodnieje „na mieście”.
Normy i zasady społeczne obowiązują nas wszystkich.
Tak jak można się lepiej lub gorzej zachować przy stole: mlaskać, siorbać, trzymać łokcie na stole, albo używać odpowiednich sztućców, przeżuwać z zamkniętymi ustami i prowadzić miłą pogawędkę – tak można nakarmić dziecko piersią na dwa sposoby. Zbytnia ostentacja może razić.
Karmienie piersią w miejscach publicznych – TAK.
Publiczne karmienie piersią – NIE.

Zgadzasz się ze mną? -> UDOSTĘPNIJ

Niech inni poznają nasze zdanie.

Nie zgadzasz się? -> SKOMENTUJ

Chętnie poznam Twoje zdanie.
PS Zmiana pieluchy z kupą w miejscu publicznym – NIE.
PS’  Formy męskie i żeńskie w tekście zostały użyte tak, jak mi pasowało. Zdaję sobie sprawę, że z toalety,
w której odbywać się będzie potencjalne karmienie korzystają głównie kobiety, jednocześnie nie dyskryminuję i wiem, że wśród przeciwników publicznego karmienia są przedstawiciele obu płci.
Sądząc po komentarzach pod różnymi tekstami, to przeciwniczek jest chyba więcej.
Prawa do zdjęcia należą do: juanmabenito
Author

1 Comment

Write A Comment